Pierwszy rozruch:)

bieganie

Kiedy zdecydowałam, że musze się w końcu wziąć za odchudzanie (było to kilka miesięcy po pierwszej ciąży), to pierwszą rzeczą, jaką zaczęłam się interesować była dieta. Ale wiadomo, że to nie wystarczy. Wiedziałam, że musze zacząć ćwiczyć…

No i się zaczęło; co robić, żeby przynosiło efekty, żeby mi się nie znudziło, żebym się nie wykończyła. I tu pojawił się mój mąż- Tomek, który próbował mnie namawiać na bieganie, ale ja oczywiście długo się broniłam wymyślając różnego rodzaju wymówki. Bo jak wiadomo „każda żona, wie wszystko najlepiej”:)

Ale w końcu przekonał mnie, pewnego pięknego dnia wybraliśmy się na wspólne bieganie do lasu. Do tej pory, kiedy to wspominam to nie mogę się powstrzymać od śmiechu. Co kilka metrów musiałam się zatrzymać, żeby móc pozbyć się swojej treści pokarmowej z żołądka. Ten kto zna mojego męża to pewnie się domyśla, jaki miał ubaw. I te teksty w stylu; „ Ale z ciebie lamus..” itd.- może daruje sobie dalej:). Wtedy doszłam do wniosku, że się nie dam i udowodnię, że dam radę.

I tak się zaczęło moje zamiłowanie do biegania.

Zaczynałam od 2 minut marszu i 1 minuty truchtu, na początku trwało to ok 15-20 min. Z dnia na dzień zwiększałam sobie czas treningu. Uzależnione to było w głównej mierze od mojego samopoczucia i siły jaką miałam danego dnia. Łatwo nie było. Ale, kiedy zauważyłam, jak dzięki temu moje ciało zmienia się na lepsze to od razu miałam ochotę na więcej.

Przez cały okres II ciąży nie mogłam ćwiczyć, zaczęłam dopiero 2 m-ce po porodzie. Jeśli któraś z Was urodziła niedawno dziecko i chciałby zacząć się ruszać- to porozmawiajcie proszę wcześniej ze swoim lekarzem, który oceni czy już możecie zacząć ćwiczyć. Ja zaczęłam od szybszych spacerów z wózkiem. Starałam się utrzymywać stałe i równe tempo. Był to bardzo szybki marsz na granicy truchtu.

Teraz już powoli odzyskuję kondycję, także kilka razy w tygodniu biegam po lesie. I też moja prośba- dla początkujących biegaczy- zima to nie jest dobry moment na zaczynanie przygody z bieganiem na dworze, lepsze będą szybkie spacery na granicy biegu.

Podczas biegania tak naprawdę zaczęłam odpoczywać psychicznie, to jest taka chwila dla mnie, taki czas kiedy można pozbierać myśli, kiedy nikt nic od Was nie chce. Po treningu wracam w dużo lepszym nastroju i ku swojemu zdziwieniu „naładowana pozytywną energią”. Dostrzega to nawet mój 2-letni synek, który potrafi mi powiedzieć- „Mama iść begac jus”,także chyba coś w tym jest:)

Dieta+ bieganie+ dodatkowe ćwiczenia ( już wkrótce na blogu) umożliwiają mi tracenie kolejnych kg. Teraz jest to 1 do 1,5 kg tygodniowo.

Pamiętajcie, że to czy będziecie chcieli schudnąć, cieszyć się lepszym samopoczuciem to zależy tylko od Was i od tego w jaki sposób zaprogramujecie swoje myślenie. Bo pozytywne myślenie i ustalenie sobie jakiegoś celu jest w stanie zdziałać cuda…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii home, training. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Pierwszy rozruch:)

  1. Ja też zaczęłam od biegania i też z przygodami 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.